Adam Wroński
ORKIESTRA – miesięcznik poświęcony
krzewieniu kultury muzycznej wśród orkiestr i towarzystw muzycznych
w Polsce. Przemyśl – luty 1936 r.
POLSKI STRAUSS
W 20-lecie śmierci Adama Wrońskiego

Wśród szalejącego huraganu wielkiej wojny w
r. 1915 doniosły dzienniki w skromnej notatce dziennikarskiej, ze dnia
17 grudnia 1915 r. umarł w Krynicy Adam Wroński, popularny kompozytor
tańców, w 65 roku życia. Notatka ta utonęła w powodzi telegramów z
krwawych pobojowisk; nie zwrócono na nią uwagi; gdyż czem była śmierć
jednostki, nawet zasłużonej, wobec owej hekatomby ofiar bezimiennych,
które pochłaniał moloch wojny? Z tego powodu też, gdy do ówczesnej
"Nowej Reformy" nadeszła notatka o śmierci Wrońskiego, redaktor s. p.
Michał Konopiński zrezygnował z obszerniejszego nekrologu,
omawiającego zasługi Wrońskiego. A później o Wrońskim zapomniano. W
normalnych warunkach uczczonoby pamięć zmarłego człowieka, który
umiłował piękno i który wprawdzie działał na małym odcinku twórczości,
lecz sztuką swoją dał ludziom wiele radości.
Nazwano Wrońskiego "polskim Straussem", bo
komponował walce, polki, galopy, kadryle i marsze. Tę samą nazwę
nadawano u nas i Leopoldowi Lewandowskiemu w Warszawie i F.
Tymolskiemu we Lwowie i wszystkim innym naszym kompozytorom tańców,
nie pomnąc na to, że ta nazwa nie zawsze była stosowna. A już najmniej
odpowiadała ona Tymolskiemu i Wrońskiemu. Obydwaj oni zasłynęli bowiem
i zasłużyli się tą formą tańca, która ze Straussem nic niema
wspólnego: Tymolski jest jednym z najlepszych kompozytorów poloneza, a
Wroński najlepszym po Moniuszce przedstawicielem formy mazura. By po
Moniuszkowskim mazurze z "Halki" stworzyć można na tem polu jeszcze
cos nowego, na to trzeba było wielkiego talentu i bogatej inwencji. A
te właśnie zalety posiadał Adam Wroński w wysokim stopniu. Pomysły
melodyjne płynęły u niego szeroką strugą. Niestety! brak
gruntowniejszego wykształcenia teoretycznego nie pozwalał mu na ich
należyte wyzyskanie, na staranne opracowanie i wykończenie szczegółów.
Tak powstawały zaledwo surowe szkice. Tem tłumaczyć można olbrzymią
liczbę jego kompozycyj; napisał ich Wroński koło dwieście
pięćdziesiąt!
* * *
Działalność Adama Wrońskiego łączy się
najściślej z Krakowem. Tu odbył Wroński służbę wojskową w znakomitej
kapeli 40 p. p. i zdobył stanowisko zastępcy kapelmistrza. Bardzo
dobry skrzypek, pełen temperamentu i werwy dyrygent, występował jako
członek tej orkiestry w Starym Teatrze przy pl. Szczepańskim za
dyrekcji Koźmiana. Orkiestra wojskowa bowiem grała w antraktach i
uczestniczyła w przedstawieniach operetki pod kierunkiem Kazimierza
Hofmanna. Doświadczenia zebrane z orkiestry wojskowej, wyzyskał
Wroński jako samodzielny dyrygent orkiestry, którą zorganizował dla
koncertów w sezonie kąpielowym w Krynicy. Od r. 1875 ta orkiestra
zdrojowa pod dyrekcją Wrońskiego była jedną z atrakcyj sezonu w
Krynicy. 0 godzinie szóstej rano rozpoczynała ona swój koncert
"Modlitwą" i pracowicie dzień cały niemal poświęcała dla rozrywki
gości, dając program niezmiernie urozmaicony i cenny pod względem
artystycznym: A więc na wstępie marsz, potem uwertura lub fantazja,
dalej tańce, przeplatane jakąś minjaturą liryczną. Wykonanie było
wzorowe, bo Wroński dbał o dobor sil; nie brakło nieraz i wirtuozów z
ukończonem konserwatorjum zagranicznem, zwłaszcza wsród skrzypków.
Słuchano z satysfakcją: często cisnęły się
tłumy przed orkiestrą. Gdy rozległy się dźwięki walca, sam Wroński
brał skrzypce do ręki i zwrócony do publiczności podkreślał soczystość
kantyleny i pięknym tonem i rozmachem rytmicznym elektryzował
słuchaczów.
A na reunionach i balach w Domu Zdrojowym
było jego królestwo. Uśmiechnięty zdobywczo kierował swoją orkiestrą,
która go ceniła i kochała. I plynęły sentymentalne walce i skoczne
polki francaises i galopady, aż na koniec strzelały rakiety
temperamentu w ognistych mazurach. Nieraz cały program wypełniano
kompozycjami Wrońskiego. Nie zapominał tu Wroński o losie muzyków: W
r. 1880 urządził w Krynicy koncert na rzecz wdowy po Janie Keycha,
ostatnim kapelmistrzu dawnej orkiestry milicji krakowskiej.
O wskrzeszeniu tej właśnie orkiestry myślano
w Krakowie. Najgorliwszym rzecznikiem sprawy by Władysław Żeleński,
kt6ry nie szczędził ofiar pieniężnych i swoich sił twórczych, byle
tylko Kraków miał własną orkiestrę miejską.
* * *
Gdy w r. 1882 przeniesiono 40 p. p. do
Rzeszowa, a wraz z nim doskonałą orkiestrę, która pod kierunkiem
kapelmistrza Patzkego grywała w Starym Teatrze, trzeba było postarać
się o muzykę antraktową. Wtedy to za sprawą Żeleńskiego powołano na
kapelmistrza orkiestry miejskiej Adama Wrońskiego. Z właściwą sobie
ruchliwością zorganizował on szybko doskonałą kapelę, w skład której
weszła muzyka weteranów krakowskich i orkiestra zdrojowa z Krynicy.
Przez cztery lata od września 1882 r. do końca r. 1886 grał Wroński
każdego wieczora w teatrze krakowskim, urozmaicając nieraz program
solową grą na skrzypcach. Dla sceny dostarczał "wkładek muzycznych" do
dramatów i napisał muzykę do obrazka dramatycznego "Król Dziadów"
Franciszka Domnika. Z najlepszymi doczesnymi muzykami Krakowa
zorganizował kwartet, w którym grali skrzypek W. Singer, wiolista Jan
Ostrowski i wiolonczelista Cink, absolwent praskiego konserwatorjum.
Najbardziej atrakcyjną chwilą dla Krakowa
był zawsze koncert zimowy, na którym Wroński wykonywał świeżo
skomponowane tańce na karnawał. W sali Saskiej grała więc orkiestra
miejska najnowsze walce, mazury, galopady i polki Wrońskiego,
przyjmowane z niezwykłym aplauzem publiczności. A w kilka tygodni
później zapobiegliwy wydawca krakowski S. A. Krzyżanowski wystawiał w
oknie swej księgarni wydrukowane już najświeższe nowości Wrońskiego,
które natychmiast rozchwytywano. A w ilu egzemplarzach rozchodziły się
tańce Wrońskiego, świadczy o ten popularny wale "Na falach Wisły",
który doczekał się pięćdziesięciu wydań! Cyfra rekordowa w naszych
stosunkach muzycznych, ograniczonych tylko do rynku wewnętrznego.
Z samych tytułów, któremi Wroński w sposób
pomysłowy opatrywał swoje tańce, możnaby stworzyć charakterystyczny
obraz epoki i jej kultury obyczajowej. Nic lepiej nie charakteryzuje
atmosfery ówczesnego salonu i sali balowej, jak owe „Białe róze", „Konwalje",
"Kamelje", "Polne kwiaty", "Białe storczyki", "Szarotki" i "Ślubne
wieńce" walców Wronskiego. Ile tu czułych spojrzeń, ile amorów,ile
niewinnej kokieterji i sentymentalnych westchnień. A polki-franaises!
To "Czarne oczka", to "Pieszczotka", inna znow "Warszawianka" i t. d.
Nie brak i polki "Ciotunia", bo trzeba sobie skaptować i dostojną
matronę, siedzącą w fioletowej sukni na staroświeckiej kanapie.
Najkapitalniejsze są tytuły galopad, owych tańców na dwa w szalonem
tempie, w którem pary tanczące wyglądały jak stado rozjuszonych koni.
Czego tu niema! A więc jest galop "Djabel" i galop "Kawalerski", inny
znów zatytułowany "Do Hawelki", "Wśród bomb i granatów", "Pit-paf", a
jako apoteoza rekordu szybkosci: "Na rowerze" i galop "Do Śniatyna
kucykami". Ile tu pogody i rozbrajającej naiwnosci!
Nakoniec mazury! Same tytuły zapowiadają,
ile w nich. rozmachu i werwy: "Hałaburda", "Rznij Walenty",
"Podkóweczki dajcie ognia", "Mazur dziennikarski" napisany na redutę
prasy, "Na dobitek", "Koniec świata", Wszystkie pary", "Krakowskie
zuchy" i t. d. W nieskonczoność... bo istotnie niewyczerpana jest moc
pomysłów Wrońskiego.
* * *
Każdy taniec Wrońskiego jest i kartą z
albumu osobistych wspomnień i hołdem dla miasta, w którem dłuższy czas
pracował. A tułał się nieustannie, jak prawdziwy muzyk-włóczęga.
Z Krakowa wyjechał Wroński do Kołomyi jako
dyrektor tamtejszego Towarzystwa Muzycznego w r. 1886. Takie sarno
stanowisko zajmował Wroński w Samborze, kierując zarazem szkołą
muzyczną, utrzymywaną przez Towarzystwo Muzyczne. Tę działalność na
placówkach mniejszych miast małopolskich trzeba szczególnie cenić i
podkreślić jej znaczenie: Wroński był tu bowiem pionierem polskiej
kultury muzycznej na naszych kresach narodowych. W każdej uroczystości
narodowej, czy to ku czci walki powstańczej czy na "wieczorkach
mickiewiczowskich" brał udział chór i orkiestra i kwartet pod
kierunkiem Wrońskiego: Piesń polska wsączała w duszę pokolenia i kult
muzyki i świadomość narodową i otuchę przyszłości. A te wszystkie
bezcenne wartości były zasługą skromnej i cichej jednostki.
Letnie sezony przepędzał Wroński stale w
Krynicy na czele swej umiłowanej orkiestry zdrojowej. W roku 1905
obchodził w dniu 4 sierpnia jubileusz swej trzydziestoletniej pracy
krynickiej. W sali Domu zdrojowego odbył się uroczysty koncert, w
którym wziął udział znany swego czasu aktor Edmund Rygier, dyrektor
teatru poznanskiego, bawiącego w Krynicy, a nadto Bolesław
Wallek-Walewski, kierownik Chóru Akademickiego. "W sali przeważała
naturalnie, jak zwykle, płeć piękna" - tak stwierdzały sprawozdania
dziennikarskie.
W dwa lata później wrócił Wroński do Krakowa
jako dyrygent orkiestry miejskiej "Harmonji" po ustąpieniu znakomitego
kapelmistrza Jana Górskiego, który w ciągu dwuletniej swej
działalności na czele "Harmonji" krakowskiej pogłębił w naszem mieście
kulturę muzyczną licznymi koncertami symfonicznemi. W porozumieniu z
Ludwikiem Solskim, dyrektorem teatru miejskiego, wywalczył Górski
zaangażowanie "Harmonji" do muzyki antraktowej w miejsce dawnej
orkiestry wojskowej. To stanowisko dyrygenta teatralnego objął Wroński
w r. 1907, lecz niestety po rocznej pracy je porzucił, przeniósłszy
się do teatru lwowskiego. Lecz i tu długo nie wytrwał. Poszedł znowu
na prowincję, skąd na lato wyjeżdżał do Krynicy. A gdy rozpętała się
burza wielkiej wojny, tutaj w ukochanej Krynicy szukał schronienia. I
tu życia dokonał.
FELIKS STARCZEWSKI (Warszawa
1936 r.) |